logo

Wyślij pieniądze:

* WYŚLIJ PRZELEW DO POLSKI
* WYŚLIJ PRZELEW Z POLSKI


KONTAKT:
email: contact@ferpay.com

Tel.: +44 800 774 7477
0 1733 808 928 

#historieFerpay# spektakl pt. „Prawdziwe życie”

Przelewy bez granic > #historieFerpay  > #historieFerpay# spektakl pt. „Prawdziwe życie”

#historieFerpay# spektakl pt. „Prawdziwe życie”

Jestem facetem, 100% mężczyzną. Jestem dyrektorem. Jestem wojownikiem. Jestem też ojcem. Poza tymi małymi rolami które zostały mi przypisane odgórnie, bo jestem facetem i żyję  w społeczeństwie, mam jeszcze inne. Aktualnie gram rolę życia w przedstawieniu “Prawdziwe życie”, wyreżyserowanym przez samego wirtuoza gatunku- gnoja raka. Tak więc reasumując: jestem ojcem, matką, sprzątaczką, kucharką, opiekunką, pielęgniarką, negocjatorem, najgorszym złem i przyjacielem w jednym.

Mam na imię Michał, jestem ojcem kilkunastoletniej Kaliny. Od 5 lat mieszkamy w północnej części Londynu. Mamy piękny dom i psa, który wabi się Rufus. Myślę, że tworzymy zgrany i szczęśliwy zespół. Chociaż, różnie to bywa z dorastającą córką. Nie zawsze było łatwo.

Przed przyjazdem do UK mieszkaliśmy w Warszawie. Pracowałem w znanej grupie kosmetycznej. Dzięki pracy dużo podróżowaliśmy. Nadzorowałem hotele, odwiedzaliśmy piękna zakątki Polski. Jest co wspominać teraz, a często wspominam tamte czasy, ponieważ mieliśmy fajne życie.

Ilona. Tak miała na imię moja żona i mama Kaliny. Była zjawiskowo piękna. Miała długie zadbane blond włosy, wielkie niebieskie oczy i skórę delikatnie muśniętą słońcem. Jej uśmiech zarażał każdego, kto miał z nią do czynienia. Zwracała uwagę każdego mężczyzny, którego mijała. Na początku wzbudzało to ogromną zazdrość z mojej strony, ale z biegiem lat doceniłem to, że wybrała mnie. Miałem szczęście zasypiać i budzić się obok takiej bogini.

Kiedy Kalinka miała 5 lat, Ilona zachorowała na raka piersi. Spadło to na naszą rodzinę jak grom z jasnego nieba. Jako facet starałem się zabezpieczyć naszą rodzinę i być przygotowanym na różne scenariusze. Nie przewidziałem jednak czegoś z czym wygrać nie mogłem. W moim przekonaniu nie było niczego co mogłoby nas zniszczyć. Początkowo w to wierzyłem, wszyscy w to wierzyliśmy.

Razem przeszliśmy przez piekło, od mastektomii po chemio i radioterapię. Niestety. Nasza walka okazała się daremną. Ilona nas opuściła. Zostaliśmy z Kalinką sami. Poraz drugi na przełomie roku załamał mi się świat. Skupiłem się na swoim bólu i cierpieniu. Ukojenie znajdowałem w alkoholu. Uchlewałem się do nieprzytomności. Zapominałem na chwilę o tym co się wydarzyło, zapominałem nawet gdzie mieszkam i że jestem ojcem dziecka, które mnie potrzebuje jak nigdy wcześniej, które też cierpi.

Przez długi czas byłem wycięty z życia Kalinki. Straciła matkę i ojca. Gdy trochę się ogarnąłem poszliśmy do psychologa, innego wyjścia już nie widziałem. I choć wydawać by się mogło, że jakoś żyjemy, ja sam radzę sobie z emocjami na co dzień- nie mogłem znieść myśli, że muszę wrócić do domu, w którym wcześniej czekała na mnie żona z pachnącym obiadem. Nienawidziłem tych czterech ścian z całego serca. Musiałem je sprzedać.

Równolegle dostałem propozycję pracy w UK. Bałem się jak z tym wszystkim poradzi sobie Kalina. W końcu był to dla niej dodatkowy stres. Zdecydowaliśmy się jednak. Postanowiliśmy zacząć nowe życie w miejscu, które nie będzie nam sprawiało tyle bólu. Spakowaliśmy najważniejsze rzeczy i wyruszyliśmy. Kalina rozpoczęła edukację w polskiej szkole. Bałem się o nią, ale córka w porównaniu do mnie radziła sobie świetnie.

Musiałem zmierzyć się z czymś o czym nie miałem zielonego pojęcia- począwszy od gotowania, a skończywszy na utrzymywaniu więzi emocjonalnej. Całe szczęście w Anglii miałem siostrę, która bardzo mi pomogła w utrzymaniu ogólnego ładu i składu w domu.

Było ciężko, na każdym kroku odczuwałem brak żony, a córka mamy. Minęło 6 lat od śmierci Ilony, a od 5 lat mieszkamy w UK. Nie mogę powiedzieć, że już nie tęsknimy, że już nam dobrze z tym jak jest. Mogę powiedzieć, że nauczyliśmy się żyć z tą tęsknotą. Jest ciężko w urodziny, w święta, w dzień Matki, ale nie poddajemy się dla Niej.

Anglia była ucieczką, to prawda, ale była też wyjściem, które pomogło nam pozbierać się i zmierzyć z tym, co spotkało naszą rodzinę. Myślę, że dzięki wyjazdowi mam lepszy kontakt ze swoją córką. Musiałem stanąć na nogi, żeby być przy niej jako matka i jako ojciec. W Polsce byłbym w rozsypce. Wiedziałbym, że Kalinką zajmą się dziadkowie. Tutaj ich nie ma i możemy liczyć tylko na siebie.

Może nie jestem superbohaterem, bo nie nauczyłem się szyć strojów na imprezy szkolne, ale coś tam z bohatera mam. Czuję, że dzięki mojej córce mam nadprzyrodzoną moc radzenia sobie z trudnościami. Dzięki niej mam siłę uczestniczyć w tym codziennym spektaklu życia.

Michał, Londyn

Podziel się:
Przeczytaj poprzedni wpis:
Początki Halloween

Już niedługo, bo 31 października rozpocznie się przebraniowy zawrót głowy. Zarówno dzieci jak i dorośli wpadną w zakupowy szał. To...

Zamknij